Grizzbolt też była jednym ze stworzeń przeznaczonych na sprzedaż. Ale kiedy zobaczyłam ją schwytaną i zamkniętą w klatce, wyglądała tak samotnie. Myślę, że była pod tym względem podobna do mnie... i do mojego ojca. Byłam wtedy jeszcze mała, ale nie mogłam bezczynnie na to patrzeć. Gdy wszyscy w gangu spali, bez pytania otworzyłam klatkę i zabrałam ją ze sobą. Uciekłyśmy daleko od tego miejsca. Ja i Grizzbolt. Rano podzieliłyśmy się chlebem: Grizzbolt dostała połowę, ja drugą. Ale już wieczorem obie byłyśmy głodne, więc wróciłyśmy do kryjówki. Oczywiście wszyscy byli wściekli. Chcieli mnie zamknąć w klatce i wywieźć mnie razem z nią, ale Grizzbolt mnie obroniła. Grizzbolt nie dała się powalić, nawet gdy strzelali do niej i okładali kijami. Skoro była aż tak silna, to przecież od początku nie powinna była dać się złapać. Trzeba było od razu dać z siebie wszystko, głuptasie. Na moje polecenie Grizzbolt sprowadziła z nieba ogromny piorun, który powalił wszystkich. Nie obudzili się aż do następnego ranka. Od tamtej pory ja i Grizzbolt jesteśmy nierozłączne.