Przejdź do treści

Ostatnie miesiące to prawdziwy kołowrót zdarzeń. Powoli zaczynam rozumieć, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Astralym to, można rzec, „terminal terraformujący”. Ten malec czerpie energię bezpośrednio z planety, by napędzać własny wzrost i wytwarzać nieznaną dotąd formę promieniowania. Ma ono zdolność „przekształcania dowolnej materii w określoną substancję”, która strukturą niemal nie różni się od tkanek samego Astralymu. Krótko mówiąc: on pożera świat, by przebudować go na własny obraz. Tak właśnie się rozmnaża. Mechaniczna doskonałość, życie bez skazy... i bez potrzeby posiadania serca. Gdybyż to tylko była prawda. Teraz, gdy Astralym osiągnął kolosalne rozmiary, zaczął przemawiać bezpośrednio do mojego umysłu w zupełnie niepojęty sposób. Składa słowa w naszym języku, choć robi to jeszcze bardzo niezdarnie. W tym stworzeniu nie ma ani krzty agresji. Jak zatem mamy wypracować model współistnienia? Jeśli wieści o tym dotrą do zwierzchników, czeka go albo utylizacja, albo przerobienie na żywą broń. Żaden z tych scenariuszy nie skończy się dobrze. To na moich barkach spoczywa znalezienie wyjścia z tej sytuacji.

Lokalizacje

Otwórz Mapę świata